Po niecałych pięciu latach od premiery pierwszej części przygód komandora Sheparda nadszedł czas na skonfrontowanie ostatniej części galaktycznej trylogii z oczekiwaniami fanów ogromnymi niczym Olympus Mons (Mont Everest to za mało). Z jakim skutkiem z tego starcia wychodzi Efekt Masy? Oto moja dziewicza recenzja, zapraszam do lektury!
Kim był ten Shephard?
Głównym bohaterem wspomnianej trylogii jest, zależenie od naszego wyboru, komandor lub pani komandor Shepard – pierwsze ludzkie WIDMO(dla niewtajemniczonych to taki super-agent podlegający Radzie Cytadeli) w historii. Odkrywa on zagrożenie ze strony hiper-zaawansowanej rasy syntetyków zwanych żniwiarzami, których celem jest anihilacja zaawansowanych organicznych form życia, zwana cyklem. Niestety jak to często bywa w takich sytuacjach grupa trzymająca władzę w galaktyce (Rada Cytadeli) nie chce mu uwierzyć i w ten sposób rozpoczyna się gwiezdna wędrówka po galaktyce pełna przyjaźni, niebezpieczeństw, intryg i romansów mająca nadrzędny cel – odesłanie żniwiarzy tam, gdzie ich miejsce (złomowisko?).
Już na początku gry należy się nagana twórcom za ich politykę związaną z wycinaniem niemałych i wcale znaczących fragmentów i sprzedawaniu ich w postaci DLC. Dlaczego nie mogłem z tym poczekać ? Otóż już na samym początku gry zaistniała sytuacja, w której mógłby się pogubić gracz, który owszem przeszedł obydwie wcześniejsze części, jednak nie miał zamiaru wydawać pieniędzy na DLC. Na czym polega ta sytuacja? Nasz kochany komandor, w wyniku podjętego wyboru w dodatku do ME2 o podtytule „Arrival” (nie wydanym z resztą w Polsce i kilku innych krajach), zostaje zawieszony w wykonywaniu czynności komandora. Dla jednych to bez znaczenia, dla drugich (w tym mnie) to bardzo ważna kwestia. Druga sprawa to dodatek „Z prochów”. Sam w sobie jest bardzo dobry i dodaje nam ciekawą postać – proteanina Javika. Jednakże sprzedawanie DLC w dniu premiery to czyste żerowanie na fanach. Co gorsza internauci dokopali się w plikach gry tej przygody. Co to oznacza? Trzeba zapłacić za odblokowanie czegoś, co już jest na płycie! Nie będę dalej pisał na ten temat bo szkoda słów…
Atak na Ziemię czas zacząć
Od początku gry czuć wysokie napięcie towarzyszące wszystkim postaciom wokół nas, dostajemy wezwanie do organu zwanego Radą Obrony, by potwierdzić to o czym wszyscy dobrze wiemy – Kosiarki już są blisko, już pukają do naszych drzwi. Większość zgromadzonych oczywiście wydaje się być tak zdziwionych, że wygląda to wręcz komicznie, bo przecież przez tyle lat ktoś im wciskał kit o nadlatujących maszynach śmierci – musiał to być jakiś niedorozwój, mimo tego, że uratował galaktykę przed Suwerenem i Zbieraczami ale co tam. Po niedługiej chwili mamy okazję poprzyglądać się paru wybuchom, latającym stołom i innej maści materiałom. To dobry moment aby podzielić się z Wami paroma spostrzeżeniami na temat…
…Grafiki
Ja osobiście grałem na PC, słysząc o koszmarnej optymalizacji na konsolach, dlatego będę się wypowiadał tylko o wersji na komputery osobiste. A tutaj jest całkowicie na odwrót. Mam komputer sprzed trzech lat, na który wtedy wydałem około 2500 zł nawet troszkę mniej, a ME3 na wszystkich możliwych ustawieniach maksymalnych „chodził” bez jakiejkolwiek ścinki. Oczywiście grafika nie jest na poziomie Crysisa, Battlefielda 3 czy też Metro 2033, ale do tej gry jest po prostu idealna. Każda rasa posiada swój odrębny styl architektoniczny, który można rozpoznać na pierwszy rzut oka, nawet zniszczona zimą nuklearną planeta Krogan Tuchanka posiada piękne monumentalne budowle z ery świetności tej rasy. Tekstury są ostre i oświetlenie stoi na wysokim poziomie. Wszystko to sprawia, że oprawa graficzna jest naprawdę miła dla oka. Generuje ją oczywiście ten sam silnik co w poprzednich wersjach czyli niezawodny Unreal Engine w wersji 3. Nie oznacza to jednak, że grafika stoi w miejscu od czasów pierwszych części. Widać, że programiści znakomicie opanowali możliwości UE3 i wykrzesali z niego jeżeli nie maksimum to z pewnością 99% jego mocy. Jest jednak jeden niuans o którym warto wspomnieć. Ten silnik słabo radzi sobie z generowaniem otwartych przestrzeni, co z resztą widać w grze, gdzie nie uświadczymy wielkich polan, pustyń czy jakkolwiek to inaczej nazwać. Dla jednego może to być minus, dla drugiego nie, to już kwestia osobistych upodobań. Wiecie co mi sprawiło dużą przyjemność ? Czas ładowania poziomów! W porównaniu do ME2 jest on około 5 razy szybszy! Szczególnie gry grałem w dwójkę na najwyższym poziomie i ginąłem bardzo często długie wczytywanie „sejwa” było bardzo irytujące
Czy prowadzenie galaktycznego konfliktu daje satysfakcję?
Cholerną! Rozgrywka w ME3 jest tak jakby połączeniem najbardziej RPG-owej jedynki z nastawioną na akcję dwójką, co daje kosmiczną mieszankę! Akcja jest dynamiczna i pełna widowiskowych scen, lecz nie brak też momentów do refleksji i zatrzymania się na chwile aby pomyszkować w poszukiwaniu różnorakich ulepszeń technologicznych i pancerzy. Doskonale też wyglądają też dynamiczne przejścia z gameplay’a do sekwencji filmowej. Warto tutaj wspomnieć o nowości wprowadzonej przez BioWare determinującą sposób przechodzenia gry. Mianowicie na początku rozgrywki dostajemy możliwość wyboru między jedną z trzech opcji:
- Akcja
- Fabuła
- RPG
Pierwsza z nich powoduje, że większość opcji dialogowych jest podejmowana za nas automatycznie, nam natomiast pozostaje się cieszyć dynamiczną akcją.
Druga jest dla zwolenników samej fabuły. Wybierając tą opcję wrogowie nie będą praktycznie stanowić żadnego zagrożenia.
I oczywiście trzecie opcja, która jest standardową. Mamy możliwość pełnego kontrolowania wypowiedzi Sheparda jak i walka jest już dla nas wyzwaniem.
Odpoczynek od ratowania galaktyki
Chciałbym też kilka słów poświęcić na misje poboczne. Mam do nich straszne mieszane uczucia. Na początku gry latałem na nie z ogromnym zapałem, dopóki nie zdałem sobie sprawy, że wszystkie są bliźniaczo podobne tylko na innych mapach. W późniejszej fazie gry jedyne co mnie ciągnęło to chęć spotkania się ze starymi przyjaciółmi ze wcześniejszych części, gdyż owi często odgrywali w tych misjach jakąś rolę oraz zdobywanie zasobów wojennych, które myślałem, pomogą mi w osiągnięciu najlepszego zakończenia(o tym później). Natomiast misje N7 są rozgrywane na tych samych mapach co tryb kooperacji w multi , różnią się jedynie liczbą przeciwników i ich poziomem.
System rozmów i decyzji. Życie na Normandii
Nie zmienił się zbytnio od ME2. Nadal mamy do czynienia z dialogami w kółku – górna kwestia to odpowiedź idealisty natomiast dolna to stanowcza mowa renegata. Są też QTE dla jednej i drugiej natury. Osobiście ten system mnie nie przekonuję, gdyż człowiek nie zawsze podąża jedną ścieżką i ja przykładowo prowadząc swojego bohatera po wiedźmińsku miałem pod koniec gry i naturę renegata (60%) i idealisty(40%) , co w konsekwencji oznaczało, że nie mogę wybrać dwóch ważnych dialogów pod koniec. Ale to tylko moje zdanie. Może zbyt bardzo chciałem zachować wiedźmińską neutralność
Zmianie uległy jednak interakcje z załogą. Zamiast prowadzenia z nimi dialogu po prostu wysłuchujemy co mają do powiedzenia. Ja to robiłem po każdej misji, gdyż zawsze mówili coś innego, nierzadko bardzo śmiesznego i pełnego smaczków. Nasi towarzysze stali się też bardziej żywi, zmieniają miejsca przebywania i rozmawiają ze sobą nawzajem, co wygląda naprawdę świetnie. Sama Normandia przeszła w porównaniu z drugą częścią jedynie kosmetyczne zmiany.
No właśnie. A jak to jest z tym multi?
A no dobrze jest. Pokonywanie fal wrogów we czterech daje znacznie większą frajdę niż z dwoma komputerowymi towarzyszami, szczególnie, że po raz pierwszy możemy się wcielić w przedstawicieli innych ras! Grając w misje coop. Zwiększamy swój współczynnik gotowości galaktyki, który jest standardowo 0.5 i przez który jest mnożona łączna siła zbrojna, ale o tym później. Dla tych, którzy byli ciekawi, czy da się wyciułać najlepsze zakończenie bez multi i gierki na iOS odpowiadam: DA RADE.
Czego przyjdzie nam słuchać podczas gry?
Moja subiektywna opinia mów tak: Muzyka w grze stoi na przyzwoitym poziomie, ale bez szału. Szczerze mówiąc prawie w ogóle nie zwracałem na nią uwagi, nie tak jak w ME lub ME2 gdzie utwory były pełne wzniosłości i powagi. Jednak gdy przesłuchałem soundtrack osobno wydał mi się bardzo dobry i słucham go do dziś często z dużą dozą przyjemności. Generalnie rzecz biorąc – ścieżka dźwiękowa nie wpasowała się do gry.
Na czym polega system gotowości wojennej?
Podczas gry zbieramy sojuszników, którzy dodają nam punkty do „łącznej siły zbrojnej” która jest mnożona jak wspomniałem wcześniej przez gotowość galaktyki i uzyskany wynik to nasza „wymierna siła zbrojna”. Ogólnie mówiąc od ilości tych punkcików zależy ile będziemy mieli zakończeń do wyboru i jakiej „jakości” one będą. Ja osobiście przy zbieraniu tych punkcików bawiłem się bardzo dobrze, chociaż jest to bez multi niezmiernie czasochłonne (wszystko jest dzielone przez 2).
Osobiste odczucia
Po skończeniu gry stałem się ofiarą syndromu „skończonej sagi”. Miałem dziwną pustkę w głowie, nie mogłem się skoncentrować na niczym, świat wydawał się bez sensu. Też tak mieliście przynajmniej raz prawda
? BioWare udało się stworzyć uniwersum, do którego zdążyłem się przez te wszystkie lata się przywiązać, a w szczególności do mojej wesołej gromadki, z którą zaprzyjaźniłem się podczas kosmicznych wojaży. Z pewnością nie jeden raz wrócę do tego świata pełnego uroku. Mi na tyle nie dało to spokoju, że zacząłem godzinami przeglądać fora poświęcone ME3. A tam dyskusja w sprawie zakończeń trwała w najlepsze. Nie będę spojlerował w tej recenzji – myślę, że ten kto przeszedł będzie wiedział o co chodzi. Ja osobiście nie mam nic do zakończenia. Fakt było zaskakujące i oderwane od rzeczywistości, ale to już była decyzja twórców. Dlaczego dałem pytajnik w tytule recenzji? A dlatego, że chciałem poczekać na rozwój sytuacji ze zmianą zakończenia. Tak, wzrok Was nie myli, ZMIANĄ ZAKOŃCZENIA! Fani byli na tyle wściekli, że pozywali nawet BW do sądu za beznadziejne w ich oczach zakończenie. Nie były to na dodatek odosobnione głosy tylko jak wynikało z różnych sond i ankiet około 85% graczy, którzy ukończyli ME3. Niektórzy byli na tyle rozgoryczeni i czuli się na tyle oszukani, że zwracali swoje kopie do sklepów, argumentując, że nie tego oczekiwali od zakończenia. O dziwo sklepy w większości przypadków przyjmowały zwroty! W pewnym sensie rozumiem ludzi, którzy po kilkanaście razy przechodzili grę, za każdym razem podejmując inne decyzje, aby okazało się, że na końcu i tak nie mają one żadnego znaczenia. Jednak wczoraj stała się rzecz precedensowa. BioWare ogłosiło, że wyda kilkunastominutowe wyjaśnienie zakończenia i wszelkich wątpliwości związanych z nim. Czy to będzie tym, o co walczyli fani? Nie wiadomo jednak faktem się stało, że BioWare uległo i to może mieć katastrofalne skutki. Bo czy fani powinni mieć wpływ na pracę autora? To tak jak pozwać Andrzeja Sapkowskiego o rzekome uśmiercenie wiedźmina Geralta w ostatnim tomie sagi. Ocenę tej sytuacji pozostawiam już Wam.
Werdykt
Może zacznę najpierw od plusów i minusów a więc :
+ Grafika
+ Fabuła
+ Ścieżka dźwiękowa (jako płyta)
+ System walki
+ Wpływ podjętych wcześniej decyzji
+ „Żyjąca Normandia”
A teraz minusy:
- Zakończenie pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi
- Ścieżka dźwiękowa w grze
- Nieliczne Bugi
- Polityka DLC
Po rozważeniu plusów i minusów oraz swoich ~30 godzin przebytych w kosmosie myślę, że gra zasługuje na ocenę 8
Recenzja przygotowana przez
Konrada Kucharzyka
GT. kodobi









Taka recenzja to mi się podoba
recenzja nie najgorsza szkoda że bardzo wiele zerżnięte z innych
Proszę Cię pokaż mi w którym miejscu zerżnąłem i z jakiej recenzji…